czwartek, 11 czerwca 2015

Epilog

Wendy

 Po przesłuchaniu wróciłam do domu. Był pusty. Nic i nikogo w nim nie było. Usiadłam na kanapie. Popatrzyłam przed siebie. Znów zostałam sama jak palec. Wstając usłyszałam dzwonek do drzwi. Ze zdziwieniem poszłam otworzyć. Przede mną stała Robyn. 
-Co tutaj robisz? - spytałam. Byłam zdziwiona na jej widok. Przecież jej nie powiedziałam. Musiał to zrobić ktoś inny, może Carrie albo Louis.
-Louis mi powiedział. Czemu nie powiadomiłaś mnie? - syknęła. Położyła torebkę na półkę i podparła się rękoma. 
-Nie chciałam żebyś się w to mieszała. Masz teraz swoje życie - powiedziałam cicho. Przechyliła głowę.
-Wendy, co się dzieje? Ty, płaczesz? - spytała. Odwróciłam się plecami i pobiegłam na górę. Zamknęłam się w swoim pokoju. Czułam się jak piętnastolatka. Miałam dosyć swojego życia.
  Robyn dała mi do końca dnia spokój. Przeglądałam w swoim pokoju zdjęcia taty. Brakowało mi go. Gdy żył wszyscy byli szczęśliwi, no oprócz mamy i Alberta. Otworzyły się drzwi do mojej sypialni. Stała w nich moja siostra.
-Wendy, ktoś przyszedł do ciebie - powiedziała z uśmiechem. Zastanawiałam się tylko kto. Koło niej przeszedł Mike. Przekręciłam oczami.-To zostawię was samych - zamknęła drzwi i już jej nie było. 
Chłopak usiadł koło mnie. 
-Dawno nie widzieliśmy się - zaczął mówić.
-Mike, nie chce z tobą gadać - przerwałam mu.-Moja matka jest w szpitalu, brat też. Chce mieć chwilę spokoju dla siebie - powiedziałam. Wstałam i wyszłam z pokoju. Zeszłam po schodach. Michael szedł za mną. Wyszedł na zewnątrz.-Dzięki za odwiedziny - uśmiechnęłam się. Pocałował mnie w policzek. Chciałam zamknąć drzwi, ale zauważyłam kogoś. Po kilku minutach wiedziałam kto to. Louis. Wyszłam na ganek. On ruszył w inną stronę. Zatrzymałam się. Zniknął mi z oczu. A jednak, wszystko skończone, pomyślałam z wyrzutem. I to wszystko przez Mike'a.


  ~*~

 Robyn postanowiła zostać na tyle, aby zająć się Tessą i Albertem. Nie miała mi za złe,że ostatnio się tak zachowywałam.
  Siedziałam w salonie, gdy przyszła do pokoju i rzuciła we mnie plikiem papierów.
-Co to? - spytałam podnosząc dokument z moich kolan. Wbiłam wzrok w druk.-Uczelnia Robinsona
w Londynie? Robyn - podniosłam głowę i zwróciłam wzrok na siostrę.-Chcesz abym poszła na studia? Oszalałaś?
-Nie, najwyższa pora - oznajmiła.-Już zaniosłam twoje papiery...
-Nie! - wrzasnęłam zrywając się z kanapy.-Nie decyduj za mnie! - zaprotestowałam i wybiegłam z domu na siąpiący się z nieba deszcz. Odwróciłam głowę w stronę domu i poczułam jak moje ciało przewraca się na ziemie.-Przepraszam...-spojrzałam mężczyźnie w oczy.-Louis? Co tutaj robisz? - zeszłam z chłopaka. Pomogłam mu wstać z brudnego chodnika.
-Ja... nie wiem... - wymamrotał. Odwrócił się i chciał odejść.
-Zaczekaj! - krzyknęłam i zaczęłam biec za brunetem. Zatrzymał się. Dogoniłam go. Staliśmy na przeciwko siebie.-On... Mike... To tylko znajomy... - próbowałam złapać oddech. Byłam słaba w bieganiu, nawet na mały dystans, nie to co moje rodzeństwo i tata. Nawet w zabawach na podwórku byłam słaba. Jak przegrywałam, mój kochany tato, stawał po mojej stronie. Podnosił mnie na ramiona i mocno przytulał, mówił żebym nie przejmowała się Robyn i Albertem. Poczułam jak po policzku spływa mi łza.
-Wendy, nie płacz - przetarł wierzchnią dłoni po miejscu gdzie spłynęły łzy. Popatrzyłam na twarz Louisa.-Wszystko będzie dobrze - obiecał.

~Następnego dnia~

  Dowiedziałam się,że obrażenia Alberta były bardzo złe, aby je zoperować, więc lekarze postanowili o amputacji, lecz przed zabiegiem mój brat zmarł na powikłania spowodowane otwarciem jednej z żył przy wszczepianiu kroplówki.
 Mama, która jeszcze nic nie wiedziała o jego śmierci; pakowała się, a Robyn pomagała jej w tym. Spoglądała od czasu do czasu na mnie. Nie okazywałam żadnych uczuć, patrzyłam tępo w książkę, którą czytałam w ramach przygotowania do studiów.
  Wieczorem zgodziłam się studiować w Londynie. Siostra dała mi listę wymaganych rzeczy na uczelni i kierunku, który wybrałam.
-Gdzie Albi? - spytała Tessa wychodząc z pokoju. Zatrzymałam się i spojrzałam na kobietę.
-Mamo....- dziewczyna zaczęła jakoś jej tłumaczyć.-On... nie żyje..-rodzicielka spiorunowała nas wzrokiem.
-Nie rób sobie żartów, Robyn - powiedziała z wyrzutem. Zerknęła na mnie.-Wendy, to prawda? - skinęłam głową.-Ale...-rozpłakała się.

~Kilka miesięcy później~

  Zamieszkałam z Robyn w jej mieszkaniu w Londynie. Carrie i Zayn mieszkali we własnym "gniazdku". Cieszyłam się,że chociaż mojej przyjaciółce udało się stworzyć coś więc niż przyjaźń.
   Louis miał przyjechać po mnie wieczorem, nie wiem czemu, ale chce mnie gdzieś zabrać. Zaczęłam się bać. Zatrzymałam wzrok w lusterku. Tessa patrzyła na mnie. Jakoś pozbierała się po śmierci Alberta. Kobieta dotknęła moich włosów.
-Mamo... - zaczęłam.
-Nie musisz ze mną siedzieć. Jesteś młoda. I piękna, inteligentna. Czemu wcześniej tego nie zauważyłam? - do oczu napłynęły jej łzy.-Jason miał rację...-wbiłam w nią wzrok.-Odkąd cię zobaczył, wiedział, że dasz sobie radę we wszystkim. I zobacz - pokazała na mieszkanie.-Jesteśmy kilkaset kilometrów od domu, a ty właśnie idziesz na randkę - uśmiechnęła się przez łzy. Rozbrzmiał dźwięk dzwonka.-Idź już. Nie może się doczekać.
   Przyjechaliśmy do restauracji, w której nigdy nie byłam. Złapałam się kurtki Louisa aby nie upaść.
-Kochanie, trzymam cię - uśmiechnął się do mnie. Weszliśmy do wielkiego holu budynku. Pastelowe kolory dawały uroku temu miejscu. Podeszliśmy do wysokiej blondynki, która stała za blatem i przyjmowała gości. Uśmiechnęła się do nas promiennie.-Stolik na nazwisko Tomlinson - odparł brunet. Spostrzegłam na jej bluzce plakietkę z jej imieniem. Allysa.
-Stolik dla dwojga, tak? - spytała upewniając się. Tomlinson skinął głową.-Proszę - wskazała na wielki pokój. Nie wiedziałam co się dzieje. Czemu Louis zamówił oddzielny stolik od innych gości? Przeraziłam się. Szłam i patrzyłam na uśmiechnętego chłopaka.
   Zamówiliśmy pierwsze danie i deser oraz białe wino. Nie mogłam się opanować. Pani Tomlinson. Jezu, jak to brzmi?! Po kilku minutach kelner, którego imienia nie pamiętam - co ten strach potrafi zrobić; przyniósł nasze zamówienia i zaczęliśmy jeść. Przy deserze nie byłam pewna czy coś w nim jest. Brunet zaczął mi się przyglądać. Rozgniotłam całą babeczkę, ale nic w niej nie znalazłam.
-O co chodzi? - spytał zaciekawiony.
-Daj mi go po prostu - wyznałam.
-Ale co? - podniósł jedną brew.
-Pierścionek... Nie chcesz mi się oświadczyć? - popatrzyłam mu prosto w oczy.
-A chcesz? - zdziwiłam się.-Chcesz być moją żoną?
-Czy to są oświadczyny? - zapytałam odkładając widelec.
-Wiesz, może. Ale chcesz być panią Tomlinson? - wypowiedział to na głos. Patrzył się na mnie przez dłuższą chwilę. Muszę podjąć decyzję dopóki się nie rozmyśli.-Wendy?-podniosłam na niego wzrok.-Odpowiesz? - skinęłam głową.
-Tak, chce - powiedziałam cicho. Uśmiechnął się do mnie.

~Rok później~

  Właśnie płynęliśmy na tratwie w kierunku centrum Wenecji. To była nasza podróż poślubna. Oczywiście, Carrie zwariowała na tą wiadomość. Marudziła,że wychodzę za młodo za mąż i takie tam, lecz ja miałam inne zdanie. Bo miłość przychodzi nie proszona, ktoś kiedyś tak powiedział i w zupełności się z tym zgadzam.


~*~
Mam nadzieje,że to opowiadanie chociaż troszkę podobało się wam. Miało być dwadzieścia, ale jest piętnaście. Zapraszam do innych moich blogów. Dziękuję za komentarze i bycie na tym blogu.
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam,
Megan. 

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział Piętnasty


Wendy 

  Dostałam telefon od matki Carrie. Moja matka miała wypadek, w którym był również Albert. Musiałam wracać do Sydney, nie było innej opcji. Byłam już spakowana. 
  Szłam właśnie do mieszkania Louisa. Miałam ze sobą swoją torbę. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Po chwili czekania chłopak otworzył mi drzwi. 
-Hej Wends-przywitał się. W ręku trzymał kubek z kawą. 
-Mogę wejść do środka?-spytałam zdenerwowanym głosem. 
-Tak, pewnie-odparł. Weszłam do środka. Był sam. Weszliśmy oboje do salonu. Nie wiem jak mam mu powiedzieć.-Chcesz coś do picia?-spytał. 
-Nie. Louis muszę Ci coś powiedzieć-zaczęłam.
-Zaczynam się bać-odparł spokojnie. Odstawił pusty kubek na półkę. Rozejrzałam się po pokoju. 
-Muszę wyjechać-powiedziałam.-Moja matka i brat mieli wypadek-odparłam. 
-Dobra. Na ile?-spytał. Nie był już tak spokojny jak wcześniej. 
-Nie wiem. Na długo?-odparłam. Brunet zaczął chodzić po pokoju.
-Chcesz ze mną zerwać?-spytał lakonicznie.-Wendy, nie pojadę na drugi koniec świata.
-Wiem-odpowiedziałam. Odwróciłam się i skierowałam się do wyjścia.-Żegnaj Louis-odparłam. Złapałam za klamkę i wyszłam. 
   Idąc na parking czułam jak po policzkach lecą mi łzy. Ludzie patrzyli na mnie jak na gówniarę, która mogła uciec z domu, bo za bardzo pyskowała i rodzice wywali ją z domu. Wsiadłam do samochodu. Pojechałam prosto na lotnisko. 

~*~
  
 Wysiadłam z samolotu w Qantas. Na lotnisku czekała na mnie Elisa. Przytuliłam się mocno do kuzynki Carrie. Nie mówiłam nic swojej przyjaciółce, że wracam do Australii. Chciałam żeby jej i Zaynowi wyszło. Pojechałyśmy prosto do szpitala, w którym była moja matka i Albert. 
  Weszłam do pokoju, w którym była moja matka. Nie zauważyłam,że są w nim policjanci. Elisa próbowała mnie zatrzymać. Miała podbite oko, czoło w szwach i rękę w gipsie. 
-Kim pani jest?-spytał jeden z policjantów.
-Wendy Jackson-odparłam.-Jestem córką Tessy Jackson i Jasona Jacksona. Panowie, właśnie rozmawiają z moją matką.
-Możemy panią przesłuchać?-spytał drugi. 
-Tak, oczywiście. Ale nie wiele wiem-odpowiedziałam. 
-Wyjdźmy na korytarz-powiedział funkcjonariusz wskazując drzwi. 

Louis

  Nie wiedziałem czy powinienem powiedzieć Carrie, że Wendy wyjechała. Nie mogłem znaleźć sobie miejsca po rozstaniu. Wiem,że powinienem jechać z nią. Nie mogłem. Właśnie załatwiałem niespodziankę dla Wendy, a ona wyjechała. 
  Zadzwonił mój telefon. Nie chciałem z nikim gadać. Odrzuciłem rozmowę. Zaparkowałem nad przystanią. Wysiadłem z samochodu. Musiałem to wszystko przemyśleć. 

~*~

 Postanowiłem nic nie mówić Carrie i wyjechać na jakiś czas gdzieś. Miałem wszystkiego dosyć. 
Najpierw Eleanor, teraz Wendy. Myślałem,że ona jest inna, lecz myliłem się. Cholera jasna!
  Wróciłem do domu. Przed drzwiami stała przyjaciółka mojej byłej dziewczyny. Teraz na pewno muszę jej powiedzieć.
-Cześć Carrie-odparłem otwierając drzwi.
-Gdzie jest Wendy?!-syknęła. Spojrzałem na dziewczynę.
-Nic jej nie zrobiłem. Wróciła do domu-odpowiedziałem.-Jej matka i brat miała wypadek. Musiała jechać.
-To czemu mi nie powiedziała?-spytała. 
-Nie wiem-powiedziałem po prostu. 
-Co teraz chcesz zrobić?-pytała dalej co stawało się bardziej denerwujące. 
-Zadajesz dużo pytań. Jedź z Zaynem do Sydney.
-A ty?
-Nie-odpowiedziałem.-Zerwała ze mną, bo nie chciałem jechać z nią. 
-Musisz tam być. Nie wiesz co ona przeszła. Nienawidzi Tessy i Alberta. Nigdy się nią nie opiekowała, a teraz Wendy będzie musiała się nią opiekować.-Carrie dużo wiedziała na temat Wendy, to co powiedziała mi brunetka.
-Co mam teraz zrobić?-spytałem.
-Już Ci mówiłam-odparła z uśmiechem. 

~/~
Postanowiłam,że skończę to opowiadanie na dwudziestym rozdziale i epilogu. Pozdrawiam i całuję :***

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział Czternasty

Carrie

  Nie chciałam mówić Zaynowi dlaczego płaczę. Po prostu nie chciałam i tyle. Nie patrzyłam na szatyna. Nie pytał o co ze mną. Po prostu się źle czułam. Miałam dosyć tego wszystkiego. Chce wracać do Sydney. 
 Zayn zaparkował przed blokiem Robyn. Odpięłam pas. Złapałam za klamkę od drzwi. Gdy postawiłam jedną noge na zewnątrz, Zayn złapał mnie za nadgarstek. Spojrzałam na niego.
-Widzimy się jutro?-spytał patrząc mi w oczy.
-Nie wiem, zastanowię się. Puścisz mnie?-spytałam. Puścił moją rekę. Wysiadłam z auta szatyna. Zamknęłam mocno drzwi. Nie obejrzałam się za chłopakiem. Weszłam do budynku. Przeszłam po schodach na piętro, w którym jest mieszkanie siostry Wendy. Wyjęłam kluczki, wsadziłam je do zamka. Przekręciłam je. Weszłam do środka. W salonie zastałam całujących się Wendy i Louisa. Przynajmniej im się udało. Poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam mocno drzwi. Robyn nie widziałam w mieszkaniu. Położyłam się na łóżku, przykryłam kocem i zaczęłam znowu płakać. Miałam dosyć tego wszystkiego. Innym się udaje, a mi nie. Usłyszałam jak ktoś puka do drzwi. 
-Nie chce mi się z nikim gadać-syknęłam. 
-Carrie, otwórz, proszę-powiedziała Wendy. 
-Nie, Wendy. Chce zostać sama-wyłkałam. Przykryłam się kocem.
Usłyszałam jak drzwi od pokoju wypadają. Wyjrzałam spod koca. Na drewnie, który wypadł
z zawiasów leżał Louis. Wendy kucnęła przy nim. 
-Nic mi nie jest. Sprawdź co z Carrie-powiedział. Dziewczyna odeszła od swojego chłopaka. Zdjęła
z mojej głowy koc. Spojrzała na mnie pytająco. 
-Nie pytaj o co chodzi, bo i tak ci nie powiem.-Wendy usiadła na skraju łóżka. Louis już się ogarnął, teraz stał koło swojej dziewczyny. 
-Zayn Ci coś zrobił?-spytał agresywnie Louis.
-Nie-powiedziałam.-To nie o to chodzi.-Wyłkałam. Przykryłam się bardziej kocem. 
-To o co?-spytała Wendy. 
-Chce do domu, do Sydney-powiedziałam.-Nie chce tutaj być. Mam tego wszystkiego dosyć-znowu zaczęłam płakać.
-Carrie, czemu płaczesz?-spytała spokojnie Wendy. Miałam jej powiedzieć? Spojrzałam na nią, potem na Louisa.
-Tobie i Louisowi wyszło. A mi? Nic mi nie wychodzi-powiedziałam wycierając oczy. Wendy przytuliła mnie do siebie. Spojrzałam na Louisa. Nie wiedział co zrobić, więc po prostu wyszedł.
-Mam powiedzieć coś Zaynowi żeby umówił się z tobą?-spytała Wendy.-Musicie porozmawiać.
-Wiem, ale nie chce żeby wiedział jak mi zależy na nim. Po prostu nie chce być dla niego ciężarem.
-Nie jesteś. Dla nikogo-odparła.-Jesteś piękną, mądrą, wspaniałą dziewczyną,który każdy chciałby mieć-odparła pocieszając mnie.-Carrie, jesteś najlepszą przyjaciółką jaką mam i miałam-odparła.
-Pamiętasz jak było z Samem, nie chce powtórki.
Do pokoju wszedł Louis z telefonem przy uchu. Stanął przede mną. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Potem wyciągnął rękę przede mną.
-Masz, rozmawiaj z Zaynem-odparł. Spojrzałam na niego.
-Nie, Louis-odparłam łamiącym się głosem. Na siłę włożył mi do ręki telefon.
-Wendy, chodź-powiedział wychodząc. Brunetka spojrzała na mnie. Skinęłam głową aby wyszła. Gdy oboje wyszli i zamknęli drzwi przyłożyłam komórkę do ucha.
-Carrie? O co chodzi? Zrobiłem coś źle?-spytał zdenerwowany Zayn.
-Nie, nie o to chodzi-odparłam.
-Wytłumacz mi-poprosił. Postanowiłam,że mu powiem. Powinnam być z nim szczera. Przecież na szczerości się buduje związek tak samo jak na zaufaniu. Opowiedziałam mu o swoim związku z Samem. Jak mnie niszczył i jak rodzice nie wiedzieli nic o tym. Jak bardzo żałowałam,że nie umiem się od niego wyrwać, dopiero gdy poznałam Wendy.-Wiesz,że z nami mogło być inaczej. Nie chce Cię skrzywdzić-odpowiedział, czym bardziej się popłakałam.-Carrie, nie płacz. Spotkajmy się jutro, dobrze?-spytał.
-Dobrze-odparłam przecierając oczy.
-Śpij dobrze-powiedział i rozłączył się.
 Spotkałam się z Zaynem. Wendy i Louis zostali w mieszkaniu Robyn. Przed wyjściem zjadłam jogurt brzoskwiniowy. Lou nic nie mówił. Po rozmowie z Malikiem oddałam mu jego telefon. Nic nie mówiłam Wendy. Siedziałam teraz w samochodzie szatyna i patrzyłam na niego.
-Zayn...-zaczęłam.
-Proszę, nic nie mów-powiedział. Wiedziałam,że nie potrzebujemy rozmowy, ale bycie ze sobą jest czymś ważniejszym. Milczenie było czymś co nas połączyło. I łączy ludzi. Bo ono nie mówi i nie krzywdzi tak jak słowa. Zaburczało mi w brzuchu.-Jesteś głodna.
-Wytrzymam. Mieliśmy porozmawiać-odparłam przypominając sobie wczorajszą rozmowę.
-Tak, mieliśmy. Carrie, nie chce tego niszczyć. Nie chce żebyś przeze mnie cierpiała. Chce żebyś była szczęśliwa. Ale nie jestem pewien, czy dam Ci szczęście,którego sam nie mam-odparł.
-Jest taka bajka, o królu, który miał wszystko, ale nie był szczęśliwy...-zaczęłam.
-Tak, jest.
-Daj mi skończyć. Przysłali wróżkę, aby sprawiła żeby król był szczęśliwy. Powiedziała,że znajdzie w lesie szatę,która da mu szczęście. Więc wysłał swoje sługi do lasu, ale tam znaleźli tylko mężczyznę, który nie miał nic, a był szczęśliwy-odpowiedziałam.-Byłabym szczęśliwa z tobą nawet jeśli nic byś nie miał-odparłam. Musiałam odwrócić głowę żeby się nie rozpłakać.
-Carrie....
-Zayn, jeśli nie chcesz mnie zranić, to odwieź mnie prosto do domu-powiedziałam. Odwrócił moją twarz tak abym spojrzała na jego. Przyłożył usta do moich warg i mnie pocałował.

niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział Trzynasty

Wendy

   Nie wiem o co chodziło Lousiowi z tym językiem francuskim i tymi dwoma; w zasadzie, słowami. Wróciłam do domu. Louis musiał jechać do Aimee, nie chciał mi powiedzieć po co. Zayn i Carrie też nie wracali. Nawet nie wiem gdzie są. Włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach szukając jakiegoś dobrego filmu. Dopiero po dziesięciu minutach doczekałam się. Był to film na podstawie książki Nicolasa Sparksa 'Ostatniej piosenki'. Rachel Adams i Ryan Gosling pasowali do siebie, bez dwóch zdań. Po jakiś dwóch godzinach skończył się i zachciało mi się płakać. Przecież nikt mnie nie kocha. Carrie ma Zayna, a ja nie mam nikogo. Za oknem słońce zachodziło. Chyba położę się wcześniej spać. Usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. Może to Robyn zapomniała kluczy. Ale zadzwoniłaby. Otworzyłam je. Ujrzałam wielki bukiet róż. Stanęłam jak wryta. Za nimi, które je trzymały stał elegancko ubrany Louis. Zamurowało mnie. 
-Wpuścisz mnie?-spytał. Odcknęłam się.
Przepuściłam go w drzwiach, stanął w przedpokoju. Wzięłam od niego kwiatki. Włożyłam je do słoika znalezionego z szafek Robyn. Wróciłam do salonu,w którym był Louis. Miał na sobie marynarkę i letni sweter. Wstał na mój widok. 
-Idziemy gdzieś?-spytałam odzyskiwując głos. 
-Tak, chodź-powiedział wyciągając do mnie rękę. Zawahałam się. Morderca w swetrze? Nie. Wyszliśmy z salonu. Wzięłam z szafki koło drzwi telefon i klucze. Założyłam kurtkę,zamknęłam dom i zeszliśmy na dół.
 Nie wiedziałam gdzie jedziemy. Louis wydawał się spokojny, chociaż wiedziałam, że się denerwuje. Dojechaliśmy do jakiegoś oświetlonego budynku. Chłopak w garniturze otworzył mi drzwi. Wysiadłam, Louis obszedł samochód. Wziął mnie za rękę i zaprosił do środka. Weszliśmy do budynku. Słyszałam śmiech ludzi, ciche rozmowy i czułości. Nie pasowałam tutaj. Podeszliśmy do faceta na ambonie. Uśmiechnął się w naszą stronę.
-Witamy w Green Life-powiedział mężczyzna.
-Dobry wieczór, stolik na nazwisko Tomlinson-powiedział mój towarzysz.
Spojrzał w listę. Zaczął szukać. Green Life. Pierwsze słysze. 
-A tak. Philipa zaprowadzi państwa do stolika-powiedział wzywając kelnerkę. Szybko się pojawiła. Louis pociagnął moją rękę. Ruszyłam za nimi. Kobieta, w ciemnej karnacji z rozpuszczonymi do pleców włosami; wskazała nam stolik.
-Życzę udanego pobytu w naszej restauracji. Za moment podejdzie do państwa kelner-uśmiechnęła się i odeszła. Zdjęłam kurtkę. Spojrzałam kątem oka na Louisa. Zdjął marynarkę. Po krótkiej chwili od odejścia Philipy pojawił się kelner. Mial na plakietce: Raymond. 
-Witam, nazywam się Raymond i będę do państwa dyspozycji.-Wręczył nam po książce z listą potraw.-Słucham?-wyjął notatnik i długopis. Spojrzałam na ceny. Wszystko drogie. Głupi kotlet kosztuje tutaj trzydzieści dolarów. 
-Risotto, poproszę-powiedziałam zamykając kartę.
-A pan?-spytał Raymond zapisując moje zamówienie.
-Homara-odpowiedział i oddał menu, Facet odszedł. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok wrócił na zamyślonego Louisa.
-Coś się stało?-spytałam lekko zdenerwowanym głosem.
-Nic, wszystko dobrze.-Odparł Louis. 
-Lou, po co mnie tutaj zabrałeś? Nie pasuje do tego miejsca, sami ważniacy-powiedziałam cicho tak żeby inni nie słyszeli.
-Coś ci powiem. Ja też-uśmiechnął się do mnie.-Później pójdziemy na spacer, dobrze?-spytał również cicho.
-Dobrze-odparłam. Zjedliśmy nasze dania przyniesione przez kelnera Raymonda. Wstaliśmy oboje od stołu i skierowaliśmy do wyjścia. Poszliśmy w drugą stronę, tę którą nie szliśmy. Chwilę później zauważyłam,że Louis trzyma mnie za rękę.
-Pamiętasz jak rozmawialiśmy w kawiarni?-spytał,
-Tak, gadaliśmy o francuskim-powiedziałam. Dopiero teraz zorientowałam się co Louis chce mi powiedzieć.-Ale, jak to możliwe? Louis, powiedz coś. Czy to o co mnie pytałeś, to wyrażenie z franuskiego.
-Tak, Wendy.-Powiedział. Stanęliśmy na przeciwko siebie.-Zostaniesz moją dziewczyną?-spytał. Zaskoczył mnie.
-Co z Eleanor?-spytałam.-Przecież to ją ciagle kochasz-powiedziałam.
-Już się z tego otrząsnąłem. Wendy...
-Lou,nie wiem. Nie chce stawać Ci na drodze do szczęścia...
-Chce tylko z tobą być-wziął moją twarz w obie dłonie.-Chce być tylko z tobą, Wendy-pocałował mnie. Objęłam go na szyi. Po chwili odsunął się.-Kocham Cię.
-Ja ciebie też.


Zayn

  Ciekawe, co dzieje się z Wendy i Louisem. Carrie pisała z kimś w swoim telefonie. Patrzyłem na dziewczynę. Usłyszałem dźwięk dzwonka. Zdjąłem z kolan nogi Carrie i położyłam je na kanapie. Poszedłem otworzyć. Zamurowało mnie kiedy otworzyłem drzwi.
-Co tutaj robisz?-spytałem patrząc na blondynkę. 
-Mogę u ciebie zostać?-spytała.
-Nie jestem sam-odparłem. Wpuściłem Perrie do środka. Carrie wstała na widok mojej byłej dziewczyny.-Perrie poznaj Carrie, Carrie to Perrie, moja była dziewczyna-powiedziałem. Widziałem po minie na twarzy brunetki,że nie jest zachwycona tym,że poznała Perrie,a szczególnie gdy powiedziałem kim jest dla mnie blondynka.-Zostanie na kilka dni-powiedziałem. 
-Okey, nie mam żadnych pretensji. Tylko,że jeśli dojdzie tutaj do czegoś to zabije was oboje, jasne?
-Jesteś zazdrosna?-spytałem. Zmroziła mnie wzrokiem.
-Nie-syknęła.-Pójde już-powiedziała i wyszła z domu. Spojrzałem na Pezz.
-Odwiozę ją-powiedzialem jakgdyby się tłumacząc. Wyszedłem z bloku. Carrie szła uliczką. Podbiegłem do niej. Złapałem ją za ramię. Mocno odwróciłem.-Co ty robisz? Chcesz się zabić?-spytałem. Dopiero teraz zobaczyłem,że płacze.-Co się stało?-nie odpowiedziała.-Chodź,odwiozę cię.

wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział Dwunasty

Carrie

 Obudziłam się, poszłam do łazienki i zobaczyłam,że Wendy i Louis śpią na kanapie przytuleni do siebie. Zastanawiałam się, jak on się tutaj znalazł, przecież wczoraj go nie było jak zasypiałam. Może przyszedł w nocy. Weszłam do łazienki, usłyszałam jak Wen się przebudza. Zrobiłam co miałam zrobić i wyszłam z łazienki. Louis też nie spał, siedział na kanapie opatulony kocem, nie było przy nim mojej przyjaciółki. Siedziała w kuchni. Nie wiem,czy między nimi coś się wydarzyło. 
 -Wendy, o co chodzi?-spytałam wchodząc do pomieszczenia, w którym siedziała moja przyjaciółka. 
 -Nic, idę się ubrać-powiedziała wstając mijając Louisa. Zatrzymała się,żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Spojrzałam na nich, coś czułam,że ich coś łączy. Zadzwonił telefon. Wendy poszła dalej, Lou odebrał telefon. Wyjęłam sok z lodówki i jedzenie do zrobienia kanapek. Chłopak bez słowa wyszedł z domu. Poszłam do pokoju. Wendy siedziała z zasłoniętymi oczami. Usiadłam koło niej. 
  -Wendy,o co chodzi?-spytałam patrząc na dziewczynę. 
 -Nic, na serio-próbowała mnie przekonać. Chyba myśli,że mnie dam się na to nabrać? Za długo mnie zna.-No dobra, powiedziałam mu wczoraj o ojcu.
  -Co on na to?-spytałam zdziwiona. Nigdy mi o tym nie mówiła.
  -A on nic, opowiedział mi historię jak został bohaterem. Później ni skąd ni zowąd wyjął wino i zaczęliśmy pić. I w końcu...
   -Wendy, co do cholery?-wrzasnęłam na nią. 
   -Nic, poszłam się położyć, bo mnie głowa rozbolała. Nie mogę pić za dużo, przecież wiesz. Zaniósł mnie na kanapę i razem zasnęliśmy. To wszystko. Resztę już wiesz.
   -Boże, Wen,ale ty jesteś irytująca!-westchnęła ciężko.-Umów się z nim normalnie,a nie.
   -Wiesz,że nie mogę. Nie mogę-powiedziała.
   -Dlaczego?-spytałam wzruszając ramionami.
   -On chce żeby wróciła do niego była dziewczyna. Faceci-powiedziała i usiadła na krześle.
   -No...-westchnęłam.-Dobra, ale nie mam zamiaru tutaj siedzieć.-Pociągnęłam ją za ramiona.-Jazda pod prysznic. Idziemy na zakupy, a potem idziemy na randki. Przypadkowe, Wendy, przypadkowe.
  Nie chciałam zmuszać mojej przyjaciółki, no ale mus to mus. Szczerze mówiąc nie wiem, czy to prawda to co czuję, ale zaczyna podobać mi się Zayn. Wczoraj pozwolił mi obejrzeć swoje tatuaże,
a on w tym czasie palił swojego ostatniego papierosa. Spodobały mi się. Powiedziałam mu,że też chce, ale mi nie pozwolił. Jak twierdził, nie chce żebym się kaleczyła. Przynajmniej nie na jego oczach. Może i miał rację. Pomogłam Wendy ubrać się. Miałam nadzieje,że po drodze spotkamy Louisa i Zayna. Wzięłam telefon wtedy kiedy brunetka była w pokoju. Napisałam do Zayna; 'Bierz Louisa i przyjeżdżajcie do centrum handlowego. Buźki, Carrie :***'. Szybko otrzymałam odpowiedź żebym mu wysłała sms jak będziemy wychodzić, i że nie się zgadza, tylko nie wie jak wyciągnie z domu Tommo. Już miałam pomysł. Ja sobie pójdę z Zaynem, nie wiem czy moim. A Wendy i Louis na swoją tak zwaną 'randkę'. Byłyśmy obie ubrane. Tato wczoraj przysłał mi trochę pieniędzy. Wendy wzięła swoje oszczędności. Po godzinie chodzenia po sklepach kupiłam sobie letni sweter, bluzkę z kołnierzem i sandałki. Brunetka kupiła jasnoróżową sukienkę i sandały.
  -Ale gdzie ja w niej pójdę?-żaliła się.
  -Już o to się nie martw.-Jak Wendy była w przebieralni napisałam do Zayna,że schodzimy na dół. Louis i Zayn stali koło samochodu pogrążeni w rozmowie. Podeszłam z Wendy,którą trzymałam za łokieć do nich.-Hejka, a co wy tutaj robicie?
   -Domyśliłem się,że tutaj jesteś z Wendy,bo w domu cię nie było, więc przyjechałem z Louisem. Może, zróbmy tak. Wendy i Louis pójdą na spacer czy coś a my pójdziemy do kina, co ty na to, Carrie?-spytał.
  -Pewnie-ucieszyłam się,chociaż oboje graliśmy.-To pa kochana.-Pocałowałam Wendy w policzek. Wsiadłam do auta Zayna i odjechaliśmy.

Louis

  Nie wiem co kombinowali Zayn i Carrie,ale to mi się nie podobało. Spojrzałem na Wendy. Nie patrzyła na mnie. Podszedłem do niej. Zabrałem od niej jej zakupy. 
  -Co ty robisz? Dam sobie-radę powiedziała.
  -Okey, ale jaki dżentelmen każe nosić torby dziewczynie, z którą się spotyka?-spytał. 
  -Lou...-zaczęła.
  -Nic nie mów, daj mi je. Chodź. Co powiesz na kawę?-spytał.-Znam nie daleko małą kawiarenkę. No co? Idziemy? Gdybym wiedział, wynająłbym chociaż samochód-poskarżył się.
 -Okey,prowadź-zaśmiała się.-Dobra, chodź.-Poszedłem pierwszy. Szliśmy w idealnej ciszy. Tylko,że mijające auta dały swoje znaki. Huk, klaksony. Jak można tak wytrzymywać?
Doszliśmy akurat kiedy się rozpadało. Zostawiłem Wendy z jej torbami przy stoliku,a sam poszedłem zamówić dwie kawy. Znałem kelnerkę bardzo dobrze.
  -Dzięki, Chloe-powiedziałem zabierając od niej dwie filiżanki. Idąc patrzyłem to na naczynia to na Wendy. Postawiłem przed nią jeden jeden kubek.
   -Merci-powiedziała uśmiechnęła się. Powiedziała to z francuskim akcentem.
   -Nie wiedziałem,że znasz francuski-skomentowałem siadając na przeciwko niej.
   -Kilka słów znam-powiedziała.
   -Na przykład?-spytałem podnosząc jedną brew. Nie którzy ludzie przysłuchiwali się nam. Ale miałem to gdzieś.
    -Je t'aime-powiedziała z uśmiechem.
  -A co to znaczy?-spytałem zdumiony jej wymową. Musiała być w połowie francuską. Nikt z angielskim akcentem mógł tak wymawiać słowa.
    -Kocham Cię-powiedziała cicho. Ale ja usłyszałem. Bardzo dobrze. Nieśmiało się uśmiechnęła.-Je t'aime, mais je ne vais pas dire que ce-zaśmiała się.-Lubię Cię, ale Ci tego nie powiem.
    -Coś jeszcze-poprosiłem.
    -Hmm...Zayn et Carrie a quelque chose, mais je ne sais pas ce que-powiedziała.
    -Daj mi odgadnąć-poprosiłem zanim przetłumaczyła.
    -Zayn i Carrie...
    -To na pewno-mruknęła uśmiechając się.-Co dalej?
    -Podaje się, nie wiem.
    -Zayn i Carrie coś knują,ale nie wiem co-powiedziałam. Jakiś facet obok się zaśmiał. Zmroziłem go wzrokiem.-Mówić jeszcze?
     -Jak było 'Kocham Cię', bo zapomniałem?-spytałem.
     -Je t'aime-odpowiedziała.-Zbierajmy się.-Powiedziała podnosząc się z krzesła.
   

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział Jedenasty


  Co jeżeli przyszła na przeszpiegi? Kim jest ta cała Eleanor? A,no przecież-była dziewczyna Louisa. Ale co z tego? Przebudziłam się kiedy było jeszcze ciemno. Carrie spała na drugim łóżku. Wstałam powoli i bezszelestnie z łóżka. Robyn nadal była w pracy. Poszłam do kuchni. Nalałam do szklanki soku i usiadłam na parapecie. Spojrzałam przez okno. Latarnie uliczne jeszcze oświetlały drogi. Nic się nie działo. Jakby Londyn wymarł. Zdziwiło mnie to. Dzisiaj sobota. Spojrzałam na tykający zegarek na lodówce. Tak,była pierwsza. Wzięłam łyka napoju i usłyszałam cichy dźwięk swojego telefonu. Wzięłam go ze stołu. Dostałam smsa. Odebrałam go.
    -Czemu nie śpisz? Widzę Cię. Louis
Spojrzałam na chodnik. Tak,stał tam jakiś chłopak w kapturze. Ale skąd wiedział,że to ja. Wybrałam czysty sms. 
  -Skąd wiesz,że to ja?'-odpisałam mu. Po kilku minutach odzyskałam odpowiedź.
-Bo widzę Cię przez lornetkę. Poza tym zainstalowałem Ci kamery w domu.
  -'Wiesz,bo Ci uwierzę'-prychnęłam.-'Dobra,wejdź na górę,bo mi zmarzniesz
  -'Aż tak się o mnie martwisz-przekręciłam oczami. 
  -'Idziesz czy nie?-spytałam i więcej mu nie odpisałam. On również nie odpisał. Miałam na sobie długą koszulę,zapinaną na guziki i czarne,krótkie spodenki. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Wstałam z parapetu i poszłam otworzyć. Przede mną stał zamaskowany,bo tak przyszła mi pierwsza myśl o jego wyglądzie. Na głowie miał zaciągnięty kaptur,spodnie czarne jeansowe, trampki. Uśmiechnął się,wpuściłam go do środka.
   -Carrie śpi?-spytał cicho.
   -Tak,chodź do kuchni albo salonu-odpowiedziałam.
  -A co jest bliższe Twojego pokoju? No żebyś mi w trakcie rozmowy nie zasnęła-odparł widząc moją minę.-Okey,przesadziłem.-To chodź do tej kuchni-wskazałam mu ręką gdzie ma iść.-Dziękuję.-Poszłam za nim. Usiadłam tam gdzie wcześniej,Louis usiadł na jednym z krzeseł.
  -Jak chcesz się czegoś napić to weź sobie z lodówki sok. Może i tam masz swoją kamerę-powiedziałam. Uśmiechnął się,wstał i otworzył lodówkę. Nalał do wcześniej wyjętej szklanki napój i usiadł koło mnie. Napił się i odstawił na blat naczynie z cieczą.
   -Żartowałem z tymi kamerami-odpowiedział.
  -Mam nadzieję-odpowiedziałam. Spojrzałam na niego.-Co robisz po pierwszej w nocy pod moim mieszkaniem?
   -Obserwowałem Cię, miałem wejść na górę,ale pojawiłaś się w oknie i napisałem do Ciebie.
 -Trochę się zdziwiłam kiedy okazało się,że to ty tam stoisz. A najbardziej kiedy napisałeś. Powinieneś być teraz z...-nie dokończyłam.
   -Z kim?-spytał.-Wendy,dokończ. O kogo Ci chodziło?
   -O Twoją dziewczynę,tę,którą opowiadała Claire. O tą całą Eleanor.
   -Mnie i Eleanor nic nie łączy. To stare dzieje-odpowiedział wzruszając ramionami.
  -Powiesz mi co między wami zaszło,że się rozeszliście?-spytałam patrząc mu prosto w oczy.-Powiedz mi,lepiej bym zrozumiała całą tą sytuację-powiedziałam. Westchnął ciężko.
   -To zaczęło się po imprezie u Zayna. Jak co roku wyprawialiśmy imprezę z różnych okazji. Tym razem była u mojego przyjaciela. Był wtedy jeszcze z Perrie. Tańczyliśmy wszyscy w jednym pokoju, ja tańczyłem z Eleanor. Nagle musiała pójść do łazienki. Dziwnie się zachowywała po powrocie do na parkiet. Harry'ego też zauważyłem jak przyszła moja ówczesna dziewczyna. Odwiozłem ją do jej mieszkania. Przez całą noc myślałem co się dzieje z dziewczyną. Rano uświadomiła mi to Danielle. Powiedziała,że Eleanor i Harry poszli na górę,był to dom piętrowy,do jakiegoś pokoju. Nie musiała kończyć. Najwyraźniej gryzło ją sumienie. Koło południa pojechałem do mieszkania i co tam zastałem? Półnagą dziewczynę leżącą w jednym łóżku z Harrym. Myślałem,że krew mnie zaleje. Pobiłem chłopaka aż pojechał na oiom. Pokłóciłem się z Eleanor. A co najważniejsze, straciłem dwie osoby w moim życiu, na których mi zależało. Oto cała historia-powiedział. Nie odzywałam się,zamknęłam oczy żeby wyobrazić sobie całą tą sytuację.-Wen,śpisz?
   -Nie,próbowałam sobie wyobrazić co zaszło wtedy-przyznałam się.
   -Opowiesz mi swoją historię?-spytał.
   -Jaką historię?-odpowiedziałam pytaniem.-Skąd możesz wiedzieć,że miałam historię.
   -Nie przyjechałaś bez powodu do siostry,która mieszka w Londynie z Australii. Opowiadaj.
  -Dobra. Kilka lat temu zmarł mój tato. Ja i Robyn byłyśmy z nim bardzo blisko związane. Moja matka zajmowała się tylko Albertem,który,ale niestety jest moim bratem. Od dziecka tylko nim się zajmowała. Mnie i moją siostrą w ogóle się nie zajmowała. Oprócz tego miałam jeszcze Carrie. Gdy tato zmarł,a Robyn wyjechała,zostałam sama w tym chorym domu z psychopatyczną matką i jej ulubieńcem. Zamknęłam się w sobie,nie mówiłam nic Carrie. Nie chciałam się nawet przyznać co czuje w tamtym momencie,gdy patrzyć na swojego rodzica uśmiechniętego z osiągnięć Twojego rodzeństwa. Brakowało mi ojca, siostry. Matka coraz bardziej uważała mnie za służącą niż za córkę. Carrie miała dom,rodzinę,rodziców,którzy ją kochali. Ja tego nie miałam i zazdrościłam jej tego.-Zaczęłam płakać.-Zostaw. Matka znowu kazała mi coś zrobić,a Albercik siedział na swojej za przeproszeniem dupie i nic nie robił. Zdenerwowałam się,spakowałam i wyjechałam z Carrie do swojej siostry.

~*~
Hej. Podoba się Wam rozdział? Jak tak,to go skomentujcie. Jeden komentarz, to nie wiele,ale radość i motywacja do kolejnego rozdziału.
Zapraszam na GraceNigdy Nie Wiesz Co Się Stanie, Nawet Z Tobą, Obecność i Life is not fairy tale.
*Klikając na imię automatycznie włączasz muzykę dodaną do piosenki.
Pozdrawiam, dziękuję za każdy komentarz.
Megan.   

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział Dziesiąty

Louis

 Znaleźliśmy w moim domu. Wendy usiadła na kanapie,w salonie. Przyniosłem dwie szklanki z sokiem pomarańczowym. Usiadłem koło niej. Zanim zaczęliśmy rozmawiać,ktoś zadzwonił do drzwi. Poszedłem otworzył. Claire. Nie było z nią Aimee. Zdziwiło mnie to. 
  -Claire,co tutaj robisz?-spytałem patrząc na dziewczynę. Wyglądała jakby szła na imprezę. 
  -Aimee i Eleanor poszły razem na imprezę u Sama,a ja zostałam jak palec,a tak w ogóle to nie wiem gdzie on mieszka-wyjaśniła.
  -Wiesz,jestem zajęty. Połóż się. Odpocznij. A najlepiej wyśpij-powiedziałem. Poczułem,że Wendy stoi za mną. Poczułem jej oddech na swojej szyi.
  -Lou,nie wiedziałam,że masz towarzystwo-odparła dziewczyna.-Claire. Claire Hendrerickson.
  -Wendy Jackson-powiedziała dziewczyna.
  -Ładny masz akcent. Nowozelandzki?-spytała brunetka.
  -Australijski-odparła.-Są podobne do siebie. Szybko rozpoznałaś-uśmiechnęła się do Claire.
  -Wiesz,studiuję historię świata,więc powinnam wiedzieć i rozpoznać kto jest skąd-powiedziała.
  -Rozumiem,na którym roku jesteś?-spytała.-Lou,wpuść Claire.Nie będziemy przecież rozmawiać na korytarzu-spojrzałem na brunetkę. Czekała na moją odpowiedź. Spojrzałem na nowo przybyłą. Wpuściłem ją do środka. Dziewczyny usiadły na kanapie,w salonie. Poszedłem do kuchni. Przyniosłem Claire gorącą herbatę. Rozmawiały o akcentach każdego kraju i innych głupotach.
   -Wiesz co,jesteś dziewczyną Louisa,byłego chłopaka mojej przyjaciółki,ale lubię Cię. Chociaż powinnam Cię nienawidzić-powiedziała. Wendy uśmiechnęła się do niej.-Mimo to Wam powiem,razem ładnie wyglądacie.
   -Claire,nie jesteśmy razem-powiedziałem. Dziewczyna spojrzała na mnie.
   -Jak to? Nic mi nie powiedziałeś. Przepraszam Wen.
   -Spokojnie,nic się nie stało-powiedziała kręcąc głową.-Już pora na mnie.
   -Na mnie też-odparła Claire.-Cieszę się,że poznałam przyszłą dziewczynę Louisa.-Myślałem,że zabiję przyjaciółkę Eleanor. Boże,czemu nie zabierzesz jej głosu.
   -Claire!-krzyknąłem.-Przestań.-Po prosiłem.-Odwiozę Was.
   -Nie ma problemu,sama dojdę-powiedziała Wendy. Spojrzałem na nią.-Nie puścisz mnie o tej godzinie?-spytała czytając mi w myślach.-Wiem. Robyn mi opowiadała. Mówiła,a może nie będę Ci mówić.
  Wyszliśmy z mojego mieszkania. Najpierw odwiozłem Claire do jej mieszkania,które wynajmowała z Aimee. Claire długo żegnała się z Wendy. Wydaje mi się,że się polubiły. Nie wiem czy Aimee i Eleanor będą zachwycone,no ale trudno. Zostałem sam z dziewczyną,która jak uważa przyjaciółka mojej byłej dziewczyny,powinna być moją nową dziewczyną.
   -Co takiego powiedziała tobie Twoja siostra?-spytała.-To Twoja siostra,prawda?
 -Tak,to moja siostra. Opowiedział mi o uratowaniu tamtej dziewczyny-przekręciłem oczami.-Zachowałeś się bardzo dobrze i odpowiedzialnie. Nikt tak by nie zrobił. Dobra lecę. Carrie i Robyn pewnie myślą,że gdzieś zabalowałam. Do jutra-powiedziała i wysiadła.
  -Cześć-odpowiedziałem. Poczekałem aż wejdzie do środka. Dlaczego Claire powiedziała,że Wendy i ja jesteśmy parą? Nie rozumiem,co chciała przez to osiągnąć. Wróciłem do pustego mieszkania. Coś wydaje mi się,że Eleanor wysłała Claire na przeszpiegi.

Wendy

  Kim była ta dziewczyna? I dlaczego nazwała mnie 'dziewczyną byłego chłopaka mojej przyjaciółki'? Nic z tego nie rozumiem. Carrie spała,a Robyn poszła na nocny dyżur na posterunku. 
Nalałam do szklanki wodę z kranu i wypiłam ją duszkiem. Odstawiłam naczynie do zlewu. Poszłam do swojego pokoju. Ta cała Eleanor wyglądała bardzo dziwnie. Z jednej strony miała chłopaka,a z drugiej to zarywa do Louisa. Jeszcze Claire. Co ona sobie myślała? Że od tak zostaniemy przyjaciółkami? Nie ma mowy. Tylko Carrie jest moją przyjaciółką. Położyłam się do swojego łóżka. Zamknęłam oczy i momentalnie zasnęłam. 

~*~
Zaczynam pisać dwa nowe blogi: Grace i Nigdy Nie Wiesz Co Się Stanie,Nawet Z Tobą. Ten drugi jeszcze przygotowuje do pisania. 
Jeżeli podobał się Wam rozdział,skomentujcie. To dla mnie Ważne. 
Dziękuję. 
Pozdrawiam.
Megan. 

Obserwatorzy